środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział II.


- Katie, czy przez te trzy miesiące, kiedy mnie nie było, coś się pozmieniało? - zapytałem przez telefon, kiedy w końcu mniej więcej doszedłem do siebie i przestałem naśladować słup soli.
- O, to ty... Eee... No nie wiem, to zależy, o co pytasz.

- O Nialla. Po drugiej stronie słuchawki zapadła znacząca cisza.
Coś ukłuło mnie w okolicach żołądka.

- Czyli jednak... - mruknąłem, bawiąc się frędzlami od poduszki.
 - Słuchaj, to nie jest rozmowa na telefon. Jak chcesz pogadać, to się spotkajmy.- Kiedy?Coś zaszeleściło w słuchawce. - Teraz. Pamiętasz tą knajpę, w której spadłam z krzesła, bo się noga złamała?


Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem. - No pamiętam. - To ja się ubieram i jadę. Do zobaczenia. Odłożyłem telefon na stolik i dopiero dotarło do mnie, co i jak. Nie miałem najmniejszej ochoty wychodzić z domu. Może on wróci? Zobaczy, że mnie nie ma...
 

Skarciłem się w głębi duszy. Co za bzdura, nie wróci. Potrzebowałem Katie, teraz. Zaraz. Stukając palcami w kierownicę ze złością wpatrywałem się w czerwone światło nad maską mojego audi. Teraz, kiedy czas gnał jak szalony, a ja spieszyłem się na spotkanie z przyjaciółką, bezczelnie na każdym skrzyżowaniu zapalało się czerwone. Zaraz przede mną. Nawet nie próbowałem zastanawiać się, o co mogło chodzić Niallowi. Miałem wrażenie, że to mogłoby skończyć się wypadkiem.

 Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy wszedłem do ciepłego i przytulnego wnętrza kawiarni, a przy stoliku zobaczyłem Katie, a obok niej... Liama. Że mnie szlag jasny tam nie trafił, to chyba zwykła opatrzność boska. Nie widziałem Liama od dwóch lat. To właśnie dla Nialla go zostawiłem. To wszystko jest absolutnie skomplikowane i nawet ja do końca, po dwóch latach, nie wiedziałem, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło.
 

Liam wydoroślał, och tak. Zniknęła burza brązowych, kręconych włosów. Zamiast tego zjawiło się ułożone, eleganckie uczesanie, które w moich oczach idealnie do niego pasowało. Zmienił się najwyraźniej też jego styl. Duże bluzy z kapturem i workowate spodnie zastąpiła elegancka koszula w kratę, ciemne, wąskie jeansy i białe trampki. Na pewno przytył, aczkolwiek pasowało to do niego bardziej niż wystające żebra, które kiedyś liczyłem każdego wieczoru... 
- Ee... - bąknąłem nieśmiało, stając przy stoliku – Cześć. 
- Cześć... - mruknął cicho Liam, nawet na mnie nie patrzył. Znowu poczułem znajome ukłucie w okolicach brzucha. Niedobrze. 
- Siadaj. Zamówiłam ci kawę... - powiedziała twardo Katie, wskazując krzesło.
- Dzięki... Ale co...? - wybąkałem, pytająco przenosząc wzrok z szarych oczu Katie na Liama. Chłopak wyraźnie unikał mojego spojrzenia.
- Otóż.. O, dziękuję... - przerwała Katie, choć dopiero zaczęła, bo kelnerka przyniosła kawę. Uśmiechnęła się nieśmiało do Liama, który bardzo nieudolnie uśmiech odwzajemnił. - W każdym razie... - ciągnęła Katie – Liam nie jest tu bez powodu. Prawda? 
- Tak... - bąknął chłopak, wciąż wbijając wzrok w stolik przed nim, Dziewczyna oparła łokcie na blacie, splotła dłonie pod brodą i co chwilę przenosiła wzrok z Liama na mnie i na odwrót.
- Pytałeś, czy coś się pozmieniało. Ja wiem tylko troszkę więcej od ciebie, szczegółów nie znam. Myślę, że równie chętnie dowiem się, o co chodziło, co ty. Liam? 
Pierwszy raz spojrzał mi prosto w oczy. Głębokie, orzechowe oczy wgniotły mnie niemal w oparcie krzesła.
- To ja. - wypalił i umilkł. 

Zdębiałem. 
- Co ty? Katie milczała, przyglądając się nam z zainteresowaniem.
- Niall ci nie powiedział? 
- Nie... - odparłem – W sumie, nie wiele mi powiedział. Pytał tylko, jak to długo trwa, a potem w zasadzie sobie poszedł. I tyle wiem. 
- Ach. No, myślę, że nie będę tutaj nie wiadomo jak wymyślał. - No... mów w końcu..! - zniecierpliwiłem się, lekko podnosząc głos. Katie poruszyła się niespokojnie, wiercąc się na krześle. 
- Powiedziałem mu, że go ze mną zdradzasz. 
Taka cisza, jaka zapadła po tych słowach, nie panuje nawet w grobie. Liam natychmiast opuścił wzrok, milcząc. Katie wyglądała na naprawdę zszokowaną i wytrzeszczyła tylko oczy. Ja natomiast znieruchomiałem kompletnie, nie mogąc poruszyć palcem. Nie mogłem nawet mrugnąć. Nie wiem, jak długo trwało to milczenie. Może minutę, może trzy, może godzinę.
- Co zrobiłeś? - zapytała Katie, przerywając ciszę. Jej głos był tak suchy, że wystarczyłaby odrobina ciepła, by spłonęła cała kawiarnia. Liam wciąż się nie odzywał. 
- Czemu... - mruknąłem zupełnie bez emocji, wciąż wpatrując się w leżące na stole dłonie chłopaka. One też zmieniły się przez te dwa lata.
 Katie znów milczała. Dopiero teraz zorientowałem się, że kawa, którą zamówiła dla mnie Katie, wciąż stoi w stanie niezmienionym. No, z wyjątkiem tego, że była absolutnie zimna. W końcu odezwała się, ale to co powiedziała, zdziwiło mnie prawie tak samo, jak to, co mówił Liam.

- Idziesz zapalić? Liam, poczekaj tu proszę...! - rzuciła szorstko, złapała mnie za rękaw i wyciągnęła z kawiarni. Patrzyłem na nią, zupełnie nie rozumiejąc, co dzieje się dookoła. Najpierw nowości od Liama, a teraz Katie, która chce palić, mimo że nie pali. Mało tego, nigdy nie paliła. Mimo to, wyciągnąłem paczkę z kieszeni i skierowałem w jej stronę. 
- Nie chcę, zwariowałeś? - zapytała z roztargnieniem dziewczyna, kręcąc przecząco głową – Mniejsza o papierosy. Czy ty w ogóle rozumiesz coś z tego, co on mówi? 
- Nic... - odparłem dziwnie spokojnie, kiedy wypuszczałem z płuc dym, przez kawiarniane okno przyglądając się zamyślonemu Liamowi. Chłopak mieszał herbatę, wpatrując się w bliżej mi nieznany punkt we wnętrzu lokalu. 
- Nie...? - Tak naprawdę jeszcze nic nam nie powiedział, prawda? No owszem... - sam byłem zaskoczony swoim spokojem – Powiedział, że nawciskał Niallowi jakichś bzdur. Ale oprócz tego nie wiemy nic. Dobrze mówię? 
- Yy... No tak. Chyba tak. - Więc dopóki nie będziemy wiedzieć, na czym stoimy, nie ma się co spinać. Ja sam jestem w szoku, że to mówię! - dodałem szybko, widząc jak Katie otwiera usta, by coś powiedzieć.

Wrzuciłem dopalającego się papierosa do metalowej popielniczki, dmuchnąłem kilka razy, żeby wypuścić resztki dymu z płuc i wróciłem do środka, obmyślając plan. Nie do końca to spotkanie przebiegało tak, jak myślałem, że będzie. Mimo, że Katie była moją przyjaciółką od wielu lat, tą rozmowę chciałem dokończyć sam na sam z Liamem. Ona nie musi wiedzieć o wszystkim. Zresztą, prędzej czy później sam jej wszystko wygadam, więc niby nie robiło to żadnej różnicy. Ale jednak... Korzystając z okazji, że dziewczyna zniknęła w toalecie, postanowiłem szybko wtajemniczyć chłopaka w moje plany. Wyglądał na lekko przestraszonego lub speszonego, ale zgodził się i po piętnastu minutach tłumaczenia Katie jeden przez drugiego, wyszliśmy z kawiarni. Żeby nie budzić podejrzeń, Liam pojechał autobusem, ja wsiadłem w samochód i machając Katie na pożegnanie, zniknąłem w gąszczu ulic i setkach samochodów, kłębiących się w pobliżu londyńskiego centrum.

 Jadąc, zastanawiałem się, cóż takiego powie mi Liam. Nie miałem absolutnie żadnego pomysłu. Mogło się okazać, że tak naprawdę nic nie zrobił. Że Niall odszedł tylko z własnej woli. Że to on coś wymyślił, a Liama w tym wszystkim nie było. Jednak nie do końca potrafiłem sam siebie przekonać. Zbyt pasowały do siebie słowa obu chłopaków. Niall pytał, jak długo to trwa. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, o co pyta. Potem Liam, w kawiarni. Powiedział, co powiedział. Zdecydowanie coś wiązało Nialla z Liamem. Wszystko, co do tej pory udało mi się wymyślić i wykoncypować, przemawiało na rzecz winy Liama. Ale wciąż byłem wyjątkowo spokojny. Próbowałem ustalić, dlaczego...

 - Posuń się, do cholery! Rozwaliłeś się na tej kanapie jak Hitler na Europie! Gdzie ja mam usiąść? Na tobie? Chcesz, żebym ci kręgosłup połamał?! - darłem się, machając rękami. - Spadaj, nogi mnie bolą! Jakbyś po mnie przyjechał, to byś sobie leżał! - odwrzaskiwał Liam, próbując odepchnąć mnie od kanapy. Ja natomiast usilnie próbowałem się na tą kanapę wcisnąć w celu obejrzenia kolejnego odcinka Doctora Who. - Autobusów w tym mieście nie ma!? - ryczałem, już prawie płacząc ze śmiechu. - Akurat nie było! - odkrzykiwał Liam, machając stopą w powietrzu. - To trzeba było poczekać! - Nie, bo mi się spieszyło...! W tym momencie Liam podciął mnie nogą i wylądowałem prosto na jego kolanach. Szybko objął mnie ramieniem za szyję i przyciągnął do siebie tak blisko, że czułem jego ciepły oddech na policzku. Tak cudownie pachniał... - A gdzie ci się tak spieszyło, co? - zapytałem, uśmiechając się złośliwie. Zamiast słów, odpowiedział mi delikatny pocałunek w szyję. - Zgadnij...
 

Gdzieś za mną rozległo się głośne, przeciągłe wycie. Kierowca za mną najwyraźniej dostrzegał zielone światło, którego ja nie widziałem. Wyrwałem się ze wspomnień, ale nie mogłem pozbyć się orzechowego błysku oczu Liama. Wrzuciłem bieg i w końcu ruszyłem przed siebie... Ale wciąż nie mogłem pojąć, dlaczego. Wydawało mi się, że znałem Liama. Nawet dobrze. W końcu, przez dość długi czas byliśmy blisko. Nawet bardzo. A teraz takie zaskoczenie..? Cóż, dwa lata to szmat czasu, ale nie potrafiłem wyobrazić sobie czegoś takiego w jego wykonaniu. Zawsze był bardzo dojrzały i z szacunkiem traktował innych ludzi. To, co teoretycznie zrobił mnie i Niallowi po prostu do niego nie pasowało. Nie potrafiłem tego w ogóle zrozumieć.


W połowie drogi do domu korki zdecydowanie się przerzedziły i mogłem już bez większego stresu jechać na spotkanie z Liamem. Rzuciłem okiem na zegarek na desce rozdzielczej i wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. Jechałem już ponad czterdzieści minut. Cholerne miasto. Ale skoro ja, jadąc samochodem, jeszcze nie dojechałem na miejsce, Liam pewnie też. 
Cóż, myliłem się. Na dodatek zaczął padać deszcz. Chłopak stał przed furtką i ociekał wodą. Zaparkowałem auto przed bramą i biegiem popędziłem do wejścia, w kieszeni szukając kluczy. 
- Nie mogłeś przeleźć przez płot? - mamrotałem, usiłując wepchnąć klucz do zamka – Mam przecież jakiś daszek przed drzwiami, przynajmniej byłbyś suchy! 
- Ta... - mruknął chłopak, ocierając czoło wierzchem dłoni.
- No co?
- Nie, nic... - sapnął, wchodząc do mieszkania. Zamknąłem za sobą drzwi i dopiero teraz uświadomiłem sobie, że Liam jest totalnie przemoczony. Nie sądziłem, że pada aż tak mocno. Wrażenie potęgowało rytmiczne kapanie, kiedy woda spadała z mokrych rękawów kurtki chłopaka na kafelkową podłogę. Ściągałem akurat kurtkę, kiedy usłyszałem rytmiczne podzwanianie zębów. Natychmiast przypomniało mi się, jak łatwo chłopak łapał przeziębienie i jak ciężko potem było mu się go pozbyć. 
- Chcesz coś suchego?
- Jak możesz... Nie chcę się narzucać... - wybąkał nieśmiało.
- Daj spokój, co to za narzucanie. Czekaj chwilę... Wygrzebałem z szafy suchą koszulkę i dresowe spodnie. Dłubiąc w szufladzie stwierdziłem brak nowych skarpetek. 
- Obrazisz się, jak dam ci swoje skarpetki? - wydarłem się przez drzwi. 
- Nie! - odpowiedział mi równie głośny wrzask. Wcisnąłem cały ten ubraniowy nabój przez drzwi łazienki i nawet nie patrząc na to, co za nimi jest, zszedłem po trzech schodkach do kuchni. Pstryknąłem ekspresem do kawy i znów utonąłem w myślach, patrząc przez kuchenne okno, wychodzące na park... 
- Dzięki... - rozległo się gdzieś za mną. Rozejrzałem się dookoła, nie do końca wiedząc, kto do mnie mówi. Zamyśliłem się tak głęboko, że nawet nie zauważyłem, kiedy Liam wyszedł z łazienki.
- Za co?
- Chociażby za ciuchy... 
- A. W porządku... ee... chcesz kawę?
- Chętnie, dzięki.
- To czekaj, naleję, a ty siadaj i opowiadaj. Odwróciłem się do ekspresu, a za mną rozległ się charakterystyczny dźwięk towarzyszący siadaniu na skórzanej sofie. 
- Wiesz... Dziwnie się czuję...
- Dlaczego? - zapytałem szczerze, ostrożnie niosąc dwa kubki po brzegi wypełnione kawą. Dotarłem do niskiego stolika z wiśniowego drewna, który kosztował mnie kiedyś fortunę i jakimś cudem nie rozlałem ani kropelki kawy. Usiadłem naprzeciw chłopaka na małej, dwuosobowej sofce i wbiłem w niego pytający wzrok.
- Czuję się... jak dawniej, wiesz? 
- Co to znaczy? 
- Teraz, tutaj. Znowu jestem w tym mieszkaniu, chociaż nigdy nie sądziłem, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Bo przecież tak miało być, prawda? Mieliśmy zniknąć ze swojego życia. A teraz tu wróciłem... Siedzę na tej samej kanapie, co dwa lata temu. Piję z tego samego kubka. Rozmawiam z tobą, jak gdyby nigdy nic. Noszę twoje ubrania... Uśmiechnąłem się pod nosem. 
- Wiesz... Może to rzeczywiście tak wygląda. Jakby nie było tych dwóch lat. Ale przecież sam doskonale wiesz, że przez te dwa lata prowadziłem zupełnie inne życie. Z kimś, Liam. Wiem, że wtedy bardzo zraniłem... ciebie. Ale rozmawialiśmy o tym, wtedy. Wydawało mi się, że wszystko jest jasne. Że we mnie wypaliło się to, co teraz czuję do Nialla.
- Tak, wiem... - mruknął chłopak, zanurzając usta w gorącej kawie – Hm, widzę, że nie zapomniałeś, jaką kawę lubię...
- Nie, nie zapomniałem.
Przez chwilę panowała absolutnie niewygodna cisza. Podświadomie czułem, że ta rozmowa przybiera dość niebezpieczną formę i może prowadzić do czegoś, czego bym nie chciał. Musiałem to przerwać. 
- Mniejsza o to. Teraz błagam, powiedz mi, o co chodzi. Z tobą, mną, Niallem... Absolutnie nie rozumiem nic, oprócz tego, że siedzisz w tym wszystkim po uszy. 
Chłopak odstawił kubek na blat i spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłem rozszyfrować. „Chryste, jakie on ma piękne oczy...”, pomyślałem i natychmiast skarciłem się w myślach. 
- Mogę usiąść koło ciebie? 
Pytanie Liama totalnie zbiło mnie z tropu. Chciałem protestować, zabronić mu. Ale zanim zdążyłem pomyśleć, kiwnąłem głową potwierdzająco. 
- Przepraszam... - powiedział cicho, siadając na brzegu sofy – Ja naprawdę nie chciałem nikogo krzywdzić. Ale nie sądziłem, że aż tak bardzo ci na nim zależy... Gdybym wiedział, to...
- To zrobiłbyś to samo. Ale powiedz, dlaczego? 
- Ja nie wiem... Naprawdę nie wiem. 
Zamyśliłem się, patrząc na jego palce oplatające czarny jak smoła kubek. Doskonale pamiętałem dotyk tych dłoni...

- Liam... chodź tu, proszę... - powiedziałem cicho, siedząc w kącie balkonu na pierwszym piętrze. Jedną ręką obejmowałem swoje dygocące kolana, drugą próbowałem zapalić kolejnego papierosa. Było gorąco, ja jednak trząsłem się jak osika, a po policzkach spływały mi łzy. Rozczochrana głowa Liama wysunęła się z okna. - Już... cicho, ej. Spokojnie. Trzy godziny temu dowiedziałem się o śmierci jednego z moich najbliższych przyjaciół. Nie wiedziałem jeszcze nic oprócz tego, że popełnił samobójstwo. Mimo, że wciąż nie chciałem w to uwierzyć, wpadłem w totalną panikę i nie potrafiłem się pozbierać. Liam usiadł obok mnie i bezczelnie zabrał mi papierosa, wyrzucając go przez balustradę. - To jest ciężkie. I nie zamierzam mówić ci, że tak nie jest, bo to bez sensu. Musisz po prostu przez to przejść. Poradzisz sobie. Gdyby jednak coś było nie tak, przecież nie jesteś sam. Masz Katie. I masz mnie... Chłopak złapał mnie za rękę i mocno ścisnął, opierając głowę na moim ramieniu. Patrzyłem ponad burzą brązowych, kręconych włosów na falujące na wietrze, mieniące się czerwienią liście. Była jesień. - Dziękuję... - powiedziałem, głaszcząc go po dłoni.

Liam przez ten cały czas chyba coś do mnie mówił, chociaż nie byłem pewny, co. Totalnie oddałem się wspomnieniom, zresztą, po raz kolejny. Zamrugałem oczami i w końcu dotarło do mnie to, co on mówił.

- Ty mnie w ogóle słuchasz? 
- Tak, tak! - zapewniłem gorliwie.
Chłopak uśmiechnął się, a ja dopiero zauważyłem, że siedzi bliżej, niż na początku. Jednak pod wpływem wspomnień, jakoś nie bardzo mi to przeszkadzało. Nawet nie czułem wyrzutów sumienia w stosunku do Nialla. Ani nie miałem pretensji do siebie. 
- Dobra, dobra... Powiedz mi wprost. Ale nie opowiadaj mi całej historii. Powiedz po prostu, dlaczego. Krótkie pytanie, krótka odpowiedź. Może być? 
- Tak... - mruknął, jakby zbierając się w sobie. 
- No...? - zachęciłem go, uśmiechając się i próbując wzbudzić zaufanie. 
- Bo nie przestałem cie kochać, Nick. 
Krótka chwila milczenia wydawała się być gęsta od mojej niepewności.
- Co to znaczy, do diabła? Jak to, nie przestałeś mnie kochać? 
- Normalnie, tak jak mówię. Te dwa lata to był dla mnie koszmar... Od samego początku. Jakoś... Jakoś nie potrafiłem się pozbierać po tym, jak powiedziałeś mi, że to koniec. Udawałem, że nic mi nie jest. Nie chciałem, żebyś widział, jak bardzo nie potrafię sobie poradzić. Ale to uczucie samotności rozrywało mnie od środka. Czułem, jak bardzo jestem pusty i jak wszystko momentalnie przestało mnie cieszyć. Wiesz... czułem się jak taka roślina, która nagle zaczęła usychać. Wszystko było w porządku, ale nagle poczułem, że brakuje mi wody i powietrza. Tak powoli po prostu usychałem. Ja nie chcę, żebyś teraz dostał jakichś wyrzutów sumienia, bo po jakimś czasie w końcu zrozumiałem, co się działo. Ale nie mogłem zapomnieć. 

 Słuchałem Liama, wbijając wzrok w podłogę. W mojej głowie kłębiły się setki pytań, setki myśli, których w żaden sposób nie mogłem uporządkować. Nie mogłem ich sprecyzować, a co dopiero wypowiedzieć. Naprawdę chciałem z nim rozmawiać. Pomóc sobie i jemu wyjaśnić całą tą skomplikowaną sytuację. Ale słowa uwięzły mi w gardle i nic nie mogłem powiedzie. 
- Ja wiem... - ciągnął dalej Liam – Ja wiem, że to, co zrobiłem, to cios poniżej pasa. Dziwię się, że wciąż mnie stąd nie wyrzuciłeś. Że wciąż pozwalasz mi mówić. Ale to właśnie to sprawiło, że tak się do ciebie przywiązałem. Nie umiem tego wyjaśnić, ale... Chryste, Nick. Teraz czuję się tak, jakbym zaczął znowu żyć. Jesteś dla mnie powietrzem, którego wciąż brakowało mi przez ostatnie dwa lata...!
Chciałem właśnie mu powiedzieć, że to nie prawda, kiedy grunt usunął mi się spod nóg i poczułem, że panikuję. Bo oto przed nami stał Niall, patrząc na nas szeroko otwartymi oczami. Ani ja, ani Liam nie zauważyliśmy ani nie usłyszeliśmy, kiedy wszedł. Jakby kierowany jakąś obcą siłą, wstałem i miałem zamiar przytulić się do blondyna, który wciąż stał, patrząc na nas niewidzącym wzrokiem. Nie zdążyłem.
 Niall odepchnął mnie na bok i ruszył w stronę Liama. 
To, co potem się działo... Miałem wrażenie, że oglądam jakiś film akcji, do tego w zwolnionym tempie. Doskonale widziałem unoszącą się, zaciśniętą pięść blondyna, ale mimo to, nawet się nie ruszyłem. Widziałem, jak pięść opada, a ja wciąż trwałem bez ruchu. Ze strachem patrzyłem, jak zaciśnięta dłoń uderza w gładki policzek Liama i jak jego głowa cofa się, odrzucona siłą uderzenia. Chłopak próbował wstać, ale blondyn przygniótł go do kanapy swoim ciężarem i wciąż bezlitośnie okładał go pięściami. Dopiero wtedy odzyskałem władzę nad własnym ciałem.
- Zostaw go, do cholery! - ryknąłem, jednym susem znajdując się przy szamoczących się chłopakach.

Próbowałem odciągnąć Nialla, ale w niego wstąpiło coś złego i przywarł do Liama, który nie mógł nawet machnąć ręką. Straszliwy dźwięk pięści uderzającej w twarz i klatkę piersiową sprawił, że prawie zrobiło mi się niedobrze. Zebrałem w sobie resztki siły, złapałem blondyna ramieniem i z wysiłkiem pociągnąłem go do tyłu. Zadziałało. Ponad jego ramieniem spojrzałem na Liama, którego twarz pokryła czerwień. Krew obficie spływała z rozciętego łuku brwiowego i rozerwanej wargi.
 

- Zostaw mnie! Zostaw, do cholery! Zabiję tego gnoja, zabiję! - wrzeszczał Niall, próbując wyrwać się z mojego uścisku.
- Uspokój się! Co ty wyprawiasz? Niall! - ryczałem mu wprost do ucha, podczas gdy Liam leżał na kanapie, dysząc ciężko i trzymając się za twarz. 
- Zabiję go! Najpierw pieprzy mi o tym, że go z nim zdradzasz, a teraz siedzi tu, w twoich ciuchach! Czyli to jednak prawda! Znudziłem ci się? Nienawidzę cie! - wrzasnął blondyn i wyszarpnął się z moich ramion. Obrzucił mnie pełnym złości spojrzeniem, dysząc ciężko i wybiegł z mieszkania. Stałem przy ścianie, wciąż nie bardzo wiedząc, co się właściwie stało. Dopiero po chwili odzyskałem zdolność logicznego myślenia i szybko podszedłem do Liama, wciąż trzymającego się za głowę. 
- Jezu... Czekaj, pokaż... – mamrotałem trzy po trzy, odsuwając jego zakrwawioną rękę od twarzy – Chryste! - skrzywiłem się na widok takiej ilości krwi. Chłopak wyszarpnął rękę i znów zakrył rozcięty łuk brwiowy.
- Zostaw, nie dotykaj... Poczekaj, zaraz przyjdę.
 Z prędkością godną japońskich pociągów przyniosłem z łazienki apteczkę, a z kuchni lód. Na szczęście, po oczyszczeniu twarzy z krzepnącej krwi, nie było aż tak tragicznie. Rozcięcie nad okiem nie było głębokie, natomiast warga wyglądała znacznie gorzej. Opatrzyłem oba rozcięcia, ułożyłem chłopaka na kanapie, podkładając mu pod głowę poduszkę i przyłożyłem lód w pobliże puchnącego już oka.
 

- Przepraszam... - powiedziałem cicho, wycierając resztki zaschniętej krwi z szyi Liama. 
- Za co? - zapytał słabym głosem, wciąż nie otwierając oczu. - Za niego... Nie wiedziałem, że wróci. Chryste, w ogóle to nie powinno się zdarzyć.